Dziecko "chowane wśród dorosłych"... czy wiecie, co to właściwie znaczy??? Nie nazywajcie proszę tak mojego Dziecka!
Tak właściwie, to co kryje się pod stwierdzeniem, że "Dziecko jest chowane wśród dorosłych"?🤔
Według mnie, to jedyne Dziecko w środowisku osób dorosłych; które mieszka zazwyczaj w domu wielorodzinnym, gdzie oprócz Rodziców, jest jeszcze Rodzeństwo któregoś z nich i Dziadkowie.
Czas spędza w większości w towarzystwie dorosłych krewnych, gdzie poza naturalnym kontaktem codziennym z Mamą i Tatą, zajmuje się nim także Ciocia, Wujek, Babcia, czy Dziadek.
Kontakt z innymi Dziećmi jest sporadyczny, okazjonalny, typowo "urodzinowo/odwiedzinowy".
Dziecko ma bardziej uwidoczniony wzorzec
myślenia, funkcjonowania i sposobu wypowiadania się dorosłego, niż dziecięcego.
Nie wiem, jak dokładnie się to określa?🙄
Nawiązuje do tego, ponieważ już kilkukrotnie usłyszałam, że właśnie mój ponad 2,5letni Syn, jest chowany wśród dorosłych....a stwierdzenie to pada zazwyczaj tylko dlatego, że Młody dość płynnie mówi, ma duży zasób słów, odpowiada dość elokwentnie i prowadzi świadome dyskusje, niczym Dziecko 4/5letnie.😁
Owszem, mieszkamy właśnie w domu wielorodzinnym:
* parter - moi Rodzice i Brat (23l)
* piętro - moi Dziadkowie
* 2 piętro - my Troje, pies i dwie papugi faliste 😅 niby jedne drzwi główne...niby jedna klatka schodowa...ale na każdym piętrze zabudowa i drzwi z kluczem...takie małe odrębne mieszkanka😉
Owszem, Antonio ma kontakt ze wszystkimi domownikami...ale nie cały czas...i też nie codziennie.
Staramy się żyć tak, jak byśmy mieszkali sami we Troje, w wynajmowanym w bloku/kamienicy mieszkaniu...a kontakty z Dziadkami, traktować jako odwiedziny; 1/2 razy w tygodniu, po 2 góra 3 godzinki, w zależności od pory, w jakiej "spadamy na dół"; czyli akurat tyle, ile Mama potrzebuje na przysłowiowe wypicie kawy...
* czyli tyle, ile średnio każdy spędza u kogoś w odwiedzinach...
* tyle, ile spędzamy u Rodziców Męża..
* tyle, ile spędzamy u Rodzeństwa, które także ma Dzieci...
* tyle, ile posiedzę z koleżanką, a moje Dziecko w tym czasie pobawi się z Jej Dzieckiem/Dziećmi...
Przy ładnej pogodzie, w parku godzinę/półtorej z innymi Dziećmi.
Staramy się możliwie często zabierać Młodego do Kuzynostwa, do innych Dzieci, zabieram Go do parku...i nie oszukujmy się, ale nawet podczas zwykłych zakupów, spotyka ich dużo...zwraca na nie uwagę, czasem zaczepia, zagaduje 👍
Błędne jest myślenie, że jak Dziecko nie chodzi do żłobka, czy przedszkola, to nie ma kontaktu z Dziećmi...nie obserwuje i nie uczy się zachowań w grupie...plac zabaw pełen Dzieci, czy Kuzynostwo, to też doskonale miejsca do obserwacji i wyuczenia dziecięcych zachowań i funkcjonowania w grupie.
A wielu osobom się wydaje, że Dziecko nie uczęszczające do placówki oświatowej, spędza czas tylko w towarzystwie dorosłych...a sami już zapomnieli, jak spędzały czas ich Maluchy, zanim poszły do żłobka/przedszkola...trochę nie fair podejście, nie uważacie?
Staramy się sobie radzić sami, z jak najmniejszą pomocą kogoś z domu, by funkcjonować jedynie we własnej, Małej Rodzinie...na tyle, ile to tylko możliwe mieszkając w domu wielorodzinnym.
Gorsze są jednak dni, gdy Młody się rozchoruje...bo wtedy, żeby wyjść do sklepu, czy z psem, jestem zmuszona, by zostawić Go Mamie lub Babci na te 10/15 minut, żeby chorego Dzieciaka nie ubierać pół godziny (bo z ubieraniem to mordęga) i ciągnąć na ten moment na dwór...a takie gwałtowne zmiany temperatury nie są dla zdrowia za dobre...i przede wszystkim chodzi o komfort psychiczny Dziecka; które, skoro już wyszło na dwór, chce pójść na spacer, do parku, gdziekolwiek...a nie od razu wracać do domu... dlaczego tak? Przecież jeszcze Biedny do końca nie rozumie, że to dla Jego zdrowia, bo tak będzie lepiej, bo przecież jest chory i po dłuższym spacerze wyląduje w szpitalu z zapaleniem płuc...to po co mnie w ogóle Mamo z domu wyciągasz? Właśnie dlatego wolę Go na te chwilę zostawić z kimś w domu.
Wiem, że nie każdy ma taką możliwość i to Dziecko ze sobą zabrać musi, wszędzie, bo innego wyjścia nie ma... rozumiem to, bo i nam nieraz się zdarzało, że nie było nikogo w domu i tego mojego Biedaka z gilem po pas i szczekaniem, musiałam zabrać ze sobą na szybki spacer z psem, a wtedy do sklepu po coś na obiad...i o dziwo...i na szczęście...nie pogorszyło to Jego stanu zdrowia 💪
Kiedy mogę chorego zostawić, to zostawiam...na szczęście to nie zdarza się codziennie, a Młody choruje poważniej 2 razy w roku - końcówka stycznia i końcówka października .. jakieś tam katary raczej pomijamy, bo to ogrzewanie; bo to kolejny ząb idzie; bo to wiatr większy był; bo to "ścieki" po histerycznym płaczu niezadowolenia (Antonio Banditez już się nauczył i opanował do perfekcji wymuszony sposób płaczu na zawołanie, gdy Mama coś neguje...widok komiczny, a jego koniec jeszcze śmieszniejszy i szybszy, jak początek; z dwiema jedynymi łezkami, po jednej na każdym policzku 🙈 no cóż, Mamusia też potrafi się rozpłakać na zawołanie...choć szczerze mówiąc, kiedyś wychodziło mi to lepiej, ale mniejsza z tym... może i odziedziczył, choć praktycznie większość Dzieci wypróbowuje swoje przeróżne metody "wpływania" na Rodziców...i według mnie, jest to absolutnie normalnie, każdy z nas to przerabiał, a teraz mamy okazję obserwować na naszych Dzieciach, jakie to my mogliśmy mieć wtedy pomysły i zagrania 😉
Ja tam swoich nie pamiętam...może jedynie z czasów wczesnoszkolnych, gdy często rano, leżąc jeszcze w najlepsze w łóżku, mówiłam do Mamy, gdy przychodziła do Siostry i mojego pokoju, by zgarnąć nas do szkoły, "Mamo, mogę dzisiaj nie iść do szkoły? Chyba będę chora".😂 ale faktycznie w ciągu dnia często się okazywało, że się jednak rozchorowałam 😅 cóż za zrządzenie losu...i znów tydzień zwolnienia od szkoły...i tego okropnego przepisywania lekcji😒
Ale wracając do meritum, bo znów zbytnio zjechałam z tematu, to nie uważam, żeby moje Dziecko było "chowane wśród dorosłych" Iii bardzo nie lubię, gdy ktoś tak o moim Dziecku mówi...bo staram się robić wszystko, aby tak nie było.
Jest chowany póki co, jak jedynak...jak każde pierwsze Dziecko w Rodzinie.
Wkurza mnie takie stwierdzenie;
* bo ktoś widzi to, że mieszkamy w domu wielorodzinnym...ale nie widzi i nie wie, ile czasu moje Dziecko spędza z resztą domowników, ani jak często spędza czas z innymi Dziećmi
* bo zauważa, że Młody gada, jak najęty, nieadekwatnie do swojego wieku...a nie wie, co na to wpłynęło i jak wiele czasu ja Mu poświęcam na naukę nowych słów i poprawianie wymowy, jak tłumaczę znaczenie i użycie w zdaniach.
To nie moja wina, że Antonio tyle mówi...
...no dobra, trochę może moja....😂
Od urodzenia mówiłam do Syna w sposób normalny, poprawny, dorosły... żadne "ajtiti, agu, abu, apuci, jaki ślicny, no kto to tak płaka/płace, a cio to, ojo, abe, afe...o nieee! Bez jakichkolwiek głupich określeń, zdrobnień, wypowiadanych, jak do jakiegoś niedorozwiniętego (bez urazy) idioty...gdzie to taki sam człowiek, jak ja, tylko mały...i wszystkim zwracałam uwagę, że mają się do mojego Dziecka zwracać normalnie, poprawnie, bo wtedy szybciej załapie słowa i ich znaczenie; a przecież słyszy cały czas w naszych rozmowach słowa, których na co dzień między sobą używamy, więc coś one muszą oznaczać... więc czemu do Dziecka zwracać się inaczej i robić od małego mętlik w głowie?
Wiadomo, że nie używać jakichś skomplikowanych, wyszukanych słów... wystarczą zwykle, proste, codzienne słowa...ale wypowiadane w sposób naturalny, bez zdrobnień, zmiękczeń i udziwnień... najciężej było się Babci do tego przystosować, ale z czasem dała sobie świetnie radę 👍 i jestem z siebie dumna, że tego pilnowałam i nie odpuściłam...i wdzięczna Rodzinie, że mnie posłuchali i się przystosowali ❤
Od pierwszych dni, Antonio patrzał na mnie (i na innych) takim mądrym wzrokiem, pełnym ciekawości i żądnym kontaktu 😊 no głupio było tak się po prostu patrzeć i coś trzeba było zagadać 😉 na początku dziwnie, trochę śmiesznie i niezręcznie było mówić do takiego małego człowieczka...od czego zacząć i co w ogóle powiedzieć?
Jedna myśl - cokolwiek... wszystko...
Bo w sumie czemu nie? Co mam lepszego do roboty? Przecież nie będę się tylko na Niego tak ciągle patrzeć, jak widzę w Jego oczach, że oczekuje ode mnie jakiegoś większego zainteresowania...no powiedz coś wreszcie do mnie Mamo!
I tak się zaczęło...od zwykłego "i co tam?" "wyspałeś się?" "a głodny nie jesteś?" "pewnie Ci się nudzi, co, tak leżeć i stale patrzeć w sufit albo na Matkę" "też byś pewnie chciał coś powiedzieć, jakbyś tylko mógł"...i po paru dniach, to już były długie, nieskrępowane niczym rozmowy; o pogodzie za oknem, o Nim, o Tacie, o mnie, o pozostałych członkach Rodziny, o piesku, o tym, co będziemy robić, o nadchodzących urodzinach, wyjazdach, o czymkolwiek...o wszystkim i o niczym...przy każdej możliwej okazji.
Gdy nie spał na spacerach i patrzył na mnie, też rozmawiałam, opowiadałam, co mijamy, dokąd idziemy, co wydaje poszczególne dźwięki, co zrobimy, jak wrócimy do domu, jak za jakiś czas będzie już siedział w wózku i widział wszystko to, co teraz jedynie słyszy i ja Mu opisuję...a potem sam będzie chodził i zaglądał do kurek, rzucał okruszki kaczkom w parku...
Tak wędrowaliśmy i sobie "rozmawialiśmy"😉
Bardzo często ludzie, którzy nas mijali, patrzyli się dziwnie i krzywo, że ja do Dziecka tak nawijam, śmieję się, podbiegam z wózkiem...ciekawe, ile z tych osób wzięło mnie za jakąś psychiczną, bo po ich minie można było wnioskować, że tak właśnie myślą 😂 ale mi to było obojętne... wręcz miałam to gdzieś... ważne było, że ja się czułam świetnie i komfortowo na spacerze z moim Synem, który obdarzał mnie za tą uwagę swoim nieustannym uśmiechem i unoszeniem rączek 😍
Ale dzięki temu, moje dziecko na spacerach po przebudzeniu, w sklepie, autobusie, czy gdziekolwiek, nie płakało w wózku... tylko otwierał oczka i już pytającym wzrokiem szukał mojego i cichutkim stęknięciem zwracał na siebie uwagę czekając, aż zapytam Go, czy się wyspał i powiem, gdzie akurat jesteśmy.😁
Pierwsze słowo padło w wieku niecałych 7 miesięcy - Tata❤ miesiąc później - Mama❤ i lampa...tak lampa, bardzo wyraźnie, aż w przychodni Paniie zwróciły uwagę 😅
Potem został Tata i lampa, Mama usłyszałam dopiero po 2 miesiącach w Dzień Matki ❤ i potem to już jakoś szlo...od prostych Baba, am, aśku (nigdy nie usłyszałam słowa "daj", gdzie jest to jedno z pierwszych i najczęściej używanych przez Dzieci słów), Dziadzia wychodziło Mu niemal perfekcyjnie 👍
Wtedy nagle w 15msc życia pojawił się zastój....gdy wystąpiła dość wysoka gorączka i inne objawy po szczepionce odra/świnka/różyczka...słowa gdzieś pouciekały i sprawiały trudność w wymowie...przestał mówić "lampa" i od tamtej pory, zamiast "l", mówi "j" 😔
"r" też nie wymawia, ale to akurat trudniejsze i wypracujemy z czasem...z "l" idzie nam już coraz lepiej 👍 ale faktycznie, po tamtym szczepieniu, zauważyłam jakby nieznaczne cofnięcie w rozwoju, osowiałość, apatię, wycofanie i niechęć, czy szybkie męczenie. Chyba ze 2/3 miesiące minęły, nim zachowanie Młodego wróciło do miarowej normy.
Ogólnie, gdy Antonio zaczął jako tako mówić, sam zagadywał na spacerach.
Teraz, gdy tak płynnie mówi, buzia mu się całą drogę nie zamyka...nawet w największym wietrze.😅
Czasem pluję sobie w brodę, że po co ja tyle do Niego tak gadałam na tych spacerach, bo On teraz tak nauczony, że trzeba gadać 🙈 często, aż przechodnie się za nami oglądają; w przychodni buzia też się nie zamyka, musi wszystkim pokolei opowiedzieć, czym i z kim przyjechał i co po drodze widział; w sklepie liczy towar i mówi, co trzeba kupić, bo On by to chciał albo "potrzebujesz tego?" 😅 wybiera bułki, mleko, jogurt, maślankę, marchewkę, płatki, swoją kaszę, pomoże w dokonaniu jakiegoś wyboru 👍
Jakoś 3 tygodnie temu, 3 dni pod rząd przy kąpieli mówiłam, że musimy kupić patyczki do uszu... poszliśmy do Biedronki, zakupy niemalże zrobione, idziemy już w stronę kasy, więc pytam "Synek, na pewno wszystko mamy? Czy coś nam brakuje? Czy o czymś nie zapomnieliśmy? Pomyśl Kotek!"..."Patyczki, patycki musimy kupić" 😄dzięki Dziecko 👏👋 uratował Matce dupę za przeproszeniem...bo do Biedry rzadko chodzimy, Rossmann'a nam zamknęli z powodu remontu galerii, a w Tesco nigdy ich jakoś nie widziałam...i Dziecko kolejny wieczór po kąpieli by było zawiedzione, że nie może sobie wyczyścić uszu, bo Mama znów nie kupiła patyczków 😅 dobrze, że z Niego taki mądrala, z dobrą pamięcią w dodatku 👍
Druga kwestia, to taka, że Młody wszystko szybko łapie; czasem wystarczy coś powtórzyć parę razy albo poprawić i to zapamięta...nie jednorazowo na daną chwilę, ale na stałe...nie mówię, że wszystko, bo z niektórymi słowami trzeba Go poprawiać (nie może się oduczyć mówienia w płci żeńskiej np."zrobiłam, widziałam, itd"...no ale, co się dziwić, gdy praktycznie cały czas spędza z Mamą, bo Tata pracuje), ale idzie Mu to naprawdę świetnie 👍i widać, że chce się uczyć, a to najważniejsze.
Od Dziadków i Pradziadków dużo więcej nowych słów nie pozna, bo słyszy te same, które słyszy ode mnie...zresztą nikt za Nim nie gania i nie wymaga "powiedz to, czy tamto". Grunt, że nie podłapuje brzydkich słów, które gdzieś tam czasem się komuś wymskną🙈zdarza się, ze je powtórzy w danej chwili, a później już na szczęście nie używa, bo to by była zgroza dopiero i wstyd 😱
Dużo słów zna z bajek, w większości powtarza teksty swojego ulubionego bohatera, Marshall'a z Psiego Patrolu...(żeby Dziecię siedziało przy inhalacji, to Matka specjalnie na pendrive'a wrzuciła i pach pod TV), ale też i z innych bajek... wyłapuje i powtarza hasła z reklam...nikt Go do tego nie zmusza, nie namawia, nie zachęca...
najbardziej zadziwiające jest, gdy usłyszy i zakoduje słowa z naszej rozmowy między sobą, a sam w tym czasie jest na tyle zajęty zabawą, że raczej nie miał prawa tego usłyszeć i potem nas zaskakuje 😲
po prostu chłonie, jak gąbka...i to jest fajne 👍
Po powrocie z jakichkolwiek odwiedzin, zauważyłam, że używa słów i powtarza całe zdania, ktore usłyszał od Kuzynów... próbuje wciągać mnie do zabawy posługując się zdaniami, które ktoś w podobnej sytuacji, użył w czasie ich wspólnej zabawy👏
Choć często pęka mi głowa od tego Jego nieustannego gadulenia i proszę, żeby choć na chwilę przestał mówić, bo Mama nawet własnych myśli nie słyszy (co oczywiście bardzo rzadko następuje, ta cisza) i wkurzam się na siebie, że Dziecko tak przyzwyczaiłam do ciągłego gadania...
...to tak naprawdę, szczerze się cieszę, że tyle mówi...że w ogóle chce mówić...że ma potrzebę konwersacji... że ma taki zasób słów i prowadzi ze mną logiczne dialogi... że wszyscy zauważają, że mój Syn wypowiada się, jak dwa razy starsze Dziecko...że tyle do Niego od początku nawijałam i procentuje to dziś 👍
...to tak naprawdę, szczerze się cieszę, że tyle mówi...że w ogóle chce mówić...że ma potrzebę konwersacji... że ma taki zasób słów i prowadzi ze mną logiczne dialogi... że wszyscy zauważają, że mój Syn wypowiada się, jak dwa razy starsze Dziecko...że tyle do Niego od początku nawijałam i procentuje to dziś 👍
Dziś mam coś, z czego mogę być...
i z czego jestem... dumna 😊
i z czego jestem... dumna 😊
Jestem dumna z tego, że otworzyłam się na Malutkiego Człowieczka, ofiarując mu swoją uwagę i szczere słowa, które każdego dnia oswajały i wprowadzały Go w otaczający nas świat, czyniąc bardziej dostępnym i przyjaznym, dając zarazem umiejętność swobody mówienia i wyrażania siebie bez krępacji, a także pewności siebie oraz łatwości nawiązywania kontaktów 👍 jestem z siebie dumna
I równie mocno, jestem dumna z Syna..że tak wspaniale i lekko chlonie, co zostało Mu mimowolnie ofiarowane, że potrafi z tego korzystać i każdego dnia stara się być jeszcze lepszym👏 że mimo swojego upartego charakteru, złośliwości i fochów, jest pewnym siebie, ambitnym i zaradnym 2,5latkiem.
Choć będąc w 4msc ciąży, po Jego ruchach w brzuchu, już mówiłam, że to Mały Terrorysta, który na 150% będzie łobuzem, jakich mało i na pewno da nam nieźle popalić...to wiedziałam już wtedy, że będzie też mądry i szybko będzie się uczył 👍
Może i sobie to wykrakałam (a takie zdolności miewam), to przede wszystkim, jest to okazana bezinteresownie uwaga, poświęcony czas i wykonana z sercem praca, jaką wspólnie z Synkiem wkładamy każdego dnia od narodzin, by rozwijał się prawidłowo i bez przeszkód.💞
Wychowuję tak, jak każda Matka wychowuje pierwsze Dziecko...
Wychowuję na miarę swoich możliwości...
Wychowuję z jak najmniejszą pomocą innych...
Wychowuję tak, jakbyśmy żyli tylko we Troje, sami, bez Rodziny...
Moje Dziecko nie jest "chowane wśród dorosłych"!
Moje Dziecko jest wychowywane jako pierwsze Dziecko w Naszej Rodzinie, jak Jedynak, który czeka na Rodzeństwo!
Proszę, nie mów, że "chowam Syna wśród dorosłych"...bo to nie prawda!
Na co dzień jest z Rodzicami, Dziadków odwiedza, ma częsty kontakt z innymi Dziećmi i zachowuje się, jak szczęśliwe, dobrze rozwijające się Dziecko.
Proszę, nie mów, że mój Syn jest "chowany wśród dorosłych" tylko dlatego, że tak płynnie używa wielu słów i potrafi prowadzić rozmowę!
On uważnie słucha i szybko zapamiętuje, z czego dużo w trakcie zabawy. TO nasza wspólna praca każdego dnia
Moje Dziecko takie już jest... mądre, wygadane...nie ważne, że niemalże w takim stopniu, jak 4/5latki...
Każde Dziecko jest inne...moje nie musi być takie samo, jak wszystkie inne Dzieci w Jego wieku.
Twoje Dziecko mniej mówi i ja nic na to nie poradzę...moje za to jeszcze śpi w nocy ze smoczkiem, nie chce Mu się chodzić na nocnik i nie potrafi kopać piłki...to od razu mam się z tego powodu załamywać, że coś z Nim nie tak i źle się rozwija, bo jeszcze nie robi czegoś, co robi Twoje Dziecko???
NIE!!!
Każde Dziecko rozwija się w swoim tempie!
Na moje również przyjdzie czas...w różnych kwestiach...ale nie będę Go z nikim porównywać...nie mam zamiaru i nawet nie ma takiej potrzeby...bo jest Wyjątkowy i Niepowtarzalny, a drugiego takiego nie ma...bo to jest Mój Antonio Banditez! ❤
Komentarze
Prześlij komentarz