Przejdź do głównej zawartości

Jak bardzo chcielibyśmy...a jak w rzeczywistości jesteśmy IDEALNI?

O tym, że nie ma ludzi idealnych, wie chyba każdy...
Mimo to, niektórym osobom się wydaje, że jednak Oni są chodzącymi ideałami 😂

Najśmieszniejszy w tym wszystkim, jest bezbłędny sposób dostrzegania u kogoś nawet najmniejszej wady, potknięcia i porażki. Z łatwością szyderczo wytykamy niedoskonałości, przechwalając się przy tym, jacy to my jesteśmy wspaniali i jak doskonale byśmy sobie z tym poradzili...i oczywistym jest, że na pewno zrobimy to 2razy lepiej, a do tego jeszcze szybciej.

Tak bardzo na co dzień przeszkadza nam czyjeś zachowanie, głośny śmiech lub sposób mówienia...a nie zauważamy, że zachowujemy się podobnie; 
* mamy niemalże identyczny do tego denerwującego nas śmiechu, nasz własny, ale tajemniczo niesłyszalnym dla naszego ucha, w tymże jednakowym tonie;
* w towarzystwie z kolei, emocjonalnie i żywo się wypowiadamy, często zagłuszając i nie dopuszczając innych do słowa, niczym ta "głośna Baśka" ze skrzekliwym głosem, lecz z tą jednakże "ogromną" dla nas samych różnicą, że przecież nasz głos jest całkiem inny,...tylko  nie uzmysławiamy sobie jednocześnie, iż sami brzmimy tak irytująco krzykliwie;
Często tak naprawdę zachowujemy się gorzej, niż niejeden znajomy, który drażni nas w jakiś sposób, jakaś swoją cechą.

U kogoś widzi się wszystko, a u siebie nic.
Dlatego wytykanie błędów powinniśmy najpierw zacząć od własnej osoby.🙊

Wiadomo także, że każdy chciałby być idealny i do tego ideału będzie dążyć.
I nie ma w tym nic złego... zawsze warto i dobrze jest się doskonalić..w każdej dziedzinie i pod każdym względem 👍💪

Niestety często wydaje nam się, że w czymś jesteśmy na tyle dobrzy, że nikt nie może się z nami równać...a to z kolei prowadzi do zgubnego poczucia nieuzasadnionej wyższości, przechwałek, wymądrzania się, wywyższania, otwartego idealizowania własnych umiejętności, a nawet jawnego poniżania innych osób.
Przecież jestem w TYM najlepszy, nikt nawet w połowie nie jest zdolny do tego, by zrobić to tak dobrze, jak ja, a ja robię to najlepiej i lepiej już się nie da.
Reszta, to beznadziejni nieudacznicy, nieuki, obiboki, ślamazary, głupki...itd...itp... i rozwija się wachlarz wywyższająco-poniżających argumentów lepszości względem innych. Miano ideału?

Takie osoby są niezwykle toksyczne, niszczące i demotywujące, gdy w jednej chwili potrafią zdeptać cudze ego...
...i choć mamy świadomość tego, że są to jedynie zwykłe, strasznie denerwujące nas, wyidealizowane przechwałki, to i tak dajemy się im stłamsić i przygnębić, psując sobie skutecznie humor, a także odbierając sobie swoistą pewność siebie; w takim stopniu, w jakim mocno zależni jesteśmy od wyższości innych oraz jak silnie staramy się za wszelką cenę komuś dorównać.
Im usilniej dążymy do ideału, skupiając się głównie na tym, że słabo nam to idzie, podczas, gdy w tak szybkim tempie wzrasta skala osiągnięć kogoś, kto jest w stanie otwarcie powiedzieć, że jest najlepszy; to skutecznie zabijamy w sobie jakiekolwiek nawet najmniejsze nadzieje na doskonalenie się, awans, czy sukces.
Trzymamy się szarego końca, nie wychylając przed szereg...i tak przecież jesteśmy do niczego, beznadziejni i niezdolni do osiągnięć. Nie mamy szans na cokolwiek, więc szkoda zawracać sobie głowę i marnować czas na coś, co i tak jest w naszym przypadku niemożliwe i nieosiągalne. Po co więc walczyć, skoro i tak się nie uda... tylko następne niepotrzebne rozczarowanie, zawód i strata czasu; uświadamiająca po raz kolejny, że nie było warto się starać, próbować i walczyć o siebie.
Z góry jesteśmy ustawieni...i ustawiamy się sami...na straconej pozycji.
Patrząc ślepo na sukcesy innych, na starcie skazujemy się na porażkę z powodu niemożności wykrzesania zapału i optymizmu dla własnych działań.
Odpuszczamy...a jeśli jednak nie odpuszczamy, to działamy niepewnie, pod presją i nałożonym przez siebie odgórnie, wyolbrzymionym wymogiem, ze stale krytyczną oceną dla bieżących poczynań.
Jakkolwiek byśmy się nie starali, mieli zapał i nadzieję, nie podołamy nierealnym, wyimaginowanym oczekiwaniom ponad normę. Bo dopóki usilnie próbujesz komuś dorównać, to nie będziesz się rozwijać i doskonalić...a jedynie stale spinać, że w dalszym ciągu nic nie wychodzi tak dobrze, szybko i sprawnie, jak powinno.
Miej innych na oku, obserwuj czasem z boku i pewnie dąż do ideału, skupiając się jedynie na własnych możliwościach, osiągach i sukcesach; stawiając sobie coraz to wyższą poprzeczkę, brnij ze świadomością i przekonaniem, że nie ma jeszcze tej idealnej osoby, więc możesz się nią stać, bo jesteś w stanie, jeśli tylko uparcie i wytrwałe będziesz do tego dążyć, a dobrze wiesz, że dasz radę.👍
Nie dobijaj się na starcie, lecz realizuj realne cele, bez porównywania z innymi, skupiając się jedynie na sobie! 💪

Można dążyć do ideału...ale nie narcystycznego... ideałów wszakże nie ma, a zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi to samo jeszcze lepiej.

Dlaczego tak się dzieje, że w momencie, gdy w czymś dojdziemy do wprawy i zaczniemy być w tym naprawdę dobrzy, zaczynamy niekiedy wypowiadać się tak, jak byśmy pozjadali rozumy i wszystko wiedzieli najlepiej, a do tego nikt inny nie ma pojęcia i powinien nas posłuchać, bo inaczej będzie robił źle...
"Ja codziennie kazałam dziecku po kilka razy układać pluszaki w równym rządku i dzięki temu, teraz potrafi wszystko sprzątnąć i równo ułożyć. Jeśli nie każesz swojemu dziecku też tak robić, to możesz być pewna, że nie nauczy się sprzątać i porządnie układać różnych rzeczy"...ot taki przykład, który przyszedł mi do głowy, poza standardowym i tak powszechnym stwierdzeniem: "bo przyzwyczaisz...";
* "daj się dziecku wypłakać, to po czasie nie będzie na Tobie wymuszać i tak często płakać. Ja tak robiłam i teraz moje dziecko prawie nie płacze i mnie nie woła. A jak Ty za każdym płaknięciem będziesz biegać, to tak sobie przyzwyczaisz i Ci potem będzie na okrągło ryczeć, bo będzie wymagać Twojej ciągłej uwagi i zabawiania..." ooo booosch 🙈

Albo Kochany Dziadek, który swego czasu był świetnym budowlańcem i architektem. Gdy rozmowa wchodzi na tematy remontów lub budowy, Dziadek podaje najlepsze metody i techniki, ale te Jemu znane, a wysłużone już przed laty, gdzie zmienił się sposób wykonania i rodzaje wykorzystywanych materiałów...lecz Dziadek nie da sobie wytłumaczyć, że czasy i wszystko się już zmieniło, a fachowcem był w swojej epoce, która przeminęła; ma jedyną rację nad wszystkimi i wobec czyjegoś sprzeciwu, zwyczajnie się obraża...ale ludziom Starszym, to jeszcze można odpuścić 😉

Ja akurat, jestem znerwicowaną perfekcjonistką, wychowaną w myśl "rób wszystko tak, żebyś była w tym jak najlepsza i potrafiła sobie ze wszystkim poradzić sama"...w sumie dobra cecha...pod warunkiem, że nie popada się ze skrajności w skrajność, a rozważnie mierzy siły nad zamiary i rozkłada ambicje na czyny.

Nie sztuką mieć w głowie poukładane wszystko pod linijkę i schemat, który rozpada się w razie potknięcia lub niepowodzenia, zatrzymuje w miejscu, dobija i wdeptuje w ziemię... odbiera siły, chęci i zapał, wpędzając w głęboką depresję oraz niemoc. Podkopuje wszelkie wartości, czy też pewność siebie, ustawiając na statycznej pozycji z tendencją do cofania.
Potknięcie pociąga za sobą frustrację, ta zaś porażkę, a za nią idzie w parze rozczarowanie i totalne załamanie.
Gdyby tylko w perfekcyjnym schemacie było miejsce na ewentualne potknięcia, możliwość w miarę szybkiego, efektywnego pozbierania się i powrotu na tory, droga do celu stałaby się bardziej przystępna, a postęp, choćby nawet powolny, to jednostajny i niczym niezahamowany... który nie zmuszałby do powrotu do punktu wyjścia i rozpoczynania od nowa; czyli czegoś, przez co dodatkowo traci się ograniczone już siły, a zyskuje coraz to większą niechęć...i z czasem sił tych całkowicie braknie.

Ja mimowolnie i na bieżąco coś w swoim codziennym schemacie planuję...o matko, a najgorzej jest w niedzielę...np.obiad ugotować na  godzinę, potem o tej godzinie pojechać do Rodziców, żeby o tej godzinie wrócić, ogarnąć Młodego do spania i o tej godzinie już będziemy mieli czas tylko dla siebie we dwoje... jeśli jednak z jakiegoś powodu któraś ta godzina się przesunie i nie wypadnie czasowo odpowiednio wpasowana w schemat, wpadam w szał, złość i frustrację...nie potrafię funkcjonować normalnie i racjonalnie, przekładając agresywnie na wszystko i wszystkich swoje niezadowolenie, skutecznie i szybko psując humor i atmosferę na resztę dnia.
Bo nie umiem sobie i innym odpuścić...tak, jakby wszystko zależało od tego, czy zjemy obiad właśnie wtedy, a nie np.0,5h później, co sprawi, że w jakiś magiczny i niewyjaśniony sposób zostaniemy uwięzieni w domu do końca dnia...bo czy to aż takie istotne, że posiedzimy we dwoje godzinę krócej? I tak i nie, przecież dobre i to...ale nie, lepiej się wściec, popsuć wszystkim humor i wieczorem nie spędzić w ogóle czasu razem, bo nie będzie się na to już miało ochoty... błędne koło i pułapka braku umiejętności odpuszczania.

Staram się z tym walczyć 😉👍💪

Nadmierne sprzątanie domu i zbieranie co chwila zabawek w pokoju Młodego, w końcu nauczyłam się odpuszczać...bo jakby porozwalane zabawki warunkowały możliwość przeżycia w mieszkaniu, gdzie to jedynie u Syna nie idzie przejść...a jak się już w razie na czymś potknie, to trudno; może się wreszcie nauczy sprzątać.
Naczynia w zlewie pół dnia mogą stać, a zabawki walać się w najlepsze... już tak nie spinam i z siebie nie wychodzę 😉
Próbuję być we wszystkim perfekcyjna, a niestety zapominam o tej perfekcji przy odpuszczaniu i nie wkurzaniu się z powodu najmniejszych odstępstw od schematu.
Staram się, ale nie zawsze mi się to udaje.
I dalej będę się starać, aż dojdę do perfekcji w panowaniu nad czasem, elastycznością i emocjami.
Choćbym nie wiem, jak idealna kiedyś była, nigdy ideałem nie będę...nie powiem i nie będę się czuć, jakbym we wszystkim była najlepsza na świecie, żeby móc innym narzucać swoje metody i rację...bo nie o to w życiu chodzi, a o poczucie i bycie perfekcyjnym sobą, w świecie równie, bądź bardziej perfekcyjnych ode mnie.
Należy się doskonalić, w taki sposób, by stać się najlepszą wersją siebie samego...a nie jeszcze lepszą wersją jakiegoś tam innego człowieka, kogoś, kto jest całkowicie obcy naszemu duchowi!

Pamiętajmy o tym! 😉 Niech każdy z nas będzie najlepszą wersją siebie samego...
bez porównań, wywyższania i wyścigów.
Pracujmy nad sobą każdego dnia, bo zawsze znajdzie się coś, co można by poprawić, zmienić, ulepszyć.

Jeśli natomiast ktoś uważa, że do poprawiania w sobie nie ma już nic, to znaczy, że zuchwałość zaczyna przez niego przemawiać i nad sobą szczególnie popracować powinien.
Każdego dnia bowiem mamy szansę stać się jeszcze lepsi, gdyż każdy dzień stawia przed nami nowe wyzwania i wybory, których sposób przeżywania możemy zmieniać i urozmaicać tak, by każdy kolejny dzień, tworzyć idealnie wyjątkowym i niepowtarzalnym.
Aby jak najlepiej wykorzystać w pełni każdy otrzymany dzień i szansę od losu😉
Nigdy nie wiadomo, który dzień będzie tym ostatnim... więc nie marnujmy czasu na porównania i prześciganie się! 💚

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dziecko "chowane wśród dorosłych"... czy wiecie, co to właściwie znaczy??? Nie nazywajcie proszę tak mojego Dziecka!

Tak właściwie, to co kryje się pod stwierdzeniem, że "Dziecko jest chowane wśród dorosłych"?🤔 Według mnie, to jedyne Dziecko w środowisku osób dorosłych; które mieszka zazwyczaj w domu wielorodzinnym, gdzie oprócz Rodziców, jest jeszcze Rodzeństwo któregoś z nich i Dziadkowie.  Czas spędza w większości w towarzystwie dorosłych krewnych, gdzie poza naturalnym kontaktem codziennym z Mamą i Tatą, zajmuje się nim także Ciocia, Wujek, Babcia, czy Dziadek.  Kontakt z innymi Dz iećmi jest sporadyczny, okazjonalny, typowo "urodzinowo/odwiedzinowy".  Dziecko ma bardziej uwidoczniony wzorzec  myślenia, funkcjonowania i sposobu  wypowiadania się dorosłego, niż dziecięcego. Nie w iem, jak dokładnie się to określa?🙄 Nawiązuje do tego, ponieważ już kilkukrotnie usłyszałam, że właśnie mój ponad 2,5letni Syn, jest chowany wśród dorosłych....a stwierdzenie to pada zazwyczaj tylko dlatego, że Młody dość płynnie mówi, ma duży zasób słów, odpowiada dość elokwe...

Uwierz w Ducha...

Czy wierzycie w duchy i zjawiska nadprzyrodzone? Ja wierzę...i co więcej, widziałam nie raz. Dla kogoś może być to dziwne albo śmieszne...i nie dziwota 😉 Jakaś naćpana, zjarana, bajek się naczytała, ma fantazję 😂 hahaha... Ba, nawet by się można było pokusić o stwierdzenie "wariatka" i do psychiatryka z nią 😂😜😱 Nic z tych rzeczy... całkiem normalna, może dość nietypowa i specyficzna, ale rozsądna, raealistka, racjonalistka twardo stąpająca po ziemi, a zarazem otwarta na otaczający świat, która wszystko musi sobie na spokojnie przemyśleć, rozłożyć, przeanalizować i wytłumaczyć do końca. Co więcej, powiem Wam tak... Duch , to wg mnie skupisko energii elektrycznej, która tkwi w ludzkim ciele, dopóki nasz rozrusznik/silnik-nasze serce, wytwarza impulsy elektryczne, pozwalające na pracę tego naszego silniczka napędowego. Gdy serce przestanie wzbudzać impulsy, cała energia uchodzi ze statycznego ciała do naładowanego po brzegi wszelaką energią ot...

Czy wspaniała misja szerzenia Wiary i całkowitego poświęcenia się Bogu przez Siostry Zakonne, nie pozostawia jakiejś pustki w sercu i smutku? Czy faktycznie każda Kobieta gdzieś w głębi pragnie zostać Matką???

Dzisiejszy post powstał troszkę inaczej... postanowiłam zrobić coś nowego i spróbować odnaleźć się w przypadkowym temacie... sprawdzić, czy równie szybko i łatwo przyjdzie mi pisanie🤔 Dlatego poprosiłam znajomych, aby podrzucili jakiś pomysł na temat... Gosia jako jedyna mnie nie zawiodła 💚 co więcej, zastrzeliła swoim pomysłem😱 Nietypowym, może ciut kontrowersyjnym, a przy tym dość trudnym do ugryzienia...🤔 Nigdy nie musiałam i nawet się nad tym nie zastanawiałam... aż do dziś... Nie mam pojęcia i nawet nie mogę mówić, co ktoś tak naprawdę czuje, myśli i przeżywa...ani założyć z góry, że jest tak, a nie inaczej...jedyne, co mogę, to przypuszczać i się zastanawiać, bazując po części na swoich własnych odczuciach. Ze zbiegu wydarzeń w ciągu dnia, zrodziło się pytanie ❓❔ " Czy ja także sądzę, że Siostry Zakonne, które nie mogą mieć dzieci, muszą być mega smutne?" 🤔 Szczerze, to się chyba nigdy nad tym nie zastanawiałam... nawet wtedy, gdy zmęczo...